W związku z licznymi odwiedzinami bloga, od których przegrzało się łącze ;)
niedziela, 1 października 2017
poniedziałek, 18 września 2017
Witaj szara, szkolna rzeczywistości
Przynajmniej tak uważa Kornik, sądząc po tym jak ciężko zainteresować go lekcjami. A przeskok z klasy trzeciej do czwartej to krok milowy - przynajmniej jak dla mnie.
Trochę poraziła mnie ilość zadań domowych. Na szczęście Biedronka ma jeszcze Biedronka w klasie pierwszej ma trochę luzu, więc jakoś dajemy radę. Choć nauka polskiego zeszła trochę na plan dalszy.
Jak zwykle przez wakacje dzieci dostały projekty do wykonania. Biedronka miała wykonać domek dla zwierzątka z ksiażki "Gruffalo" - bardzo popularnej tutaj. Rzecz prosta, łatwa i przyjemna ale nie z prawie 6-cio latką. Jakoś przebrnęliśmy i przy dużej pomocy Dużych Ludzi wyszedł stosik pniaczków dla węża.
Wąż mniej więcej obrazuje samopoczucie Biedronki po wykonaniu zadania.
Kornik miał więcej roboty i rzeczywiście pracował ciężko przez kilka dni, choć bynajmniej nie z własnej woli. Efektem jest "książka" wzorowana na księdze Domesday Book z czasów normańskich, które dzieci będą omawiać przez najbliższze dwa miesiące.
A to dopiero początek zadań domowych, nauki i projektów.
Trochę poraziła mnie ilość zadań domowych. Na szczęście Biedronka ma jeszcze Biedronka w klasie pierwszej ma trochę luzu, więc jakoś dajemy radę. Choć nauka polskiego zeszła trochę na plan dalszy.
Jak zwykle przez wakacje dzieci dostały projekty do wykonania. Biedronka miała wykonać domek dla zwierzątka z ksiażki "Gruffalo" - bardzo popularnej tutaj. Rzecz prosta, łatwa i przyjemna ale nie z prawie 6-cio latką. Jakoś przebrnęliśmy i przy dużej pomocy Dużych Ludzi wyszedł stosik pniaczków dla węża.
Wąż mniej więcej obrazuje samopoczucie Biedronki po wykonaniu zadania.
Kornik miał więcej roboty i rzeczywiście pracował ciężko przez kilka dni, choć bynajmniej nie z własnej woli. Efektem jest "książka" wzorowana na księdze Domesday Book z czasów normańskich, które dzieci będą omawiać przez najbliższze dwa miesiące.
A to dopiero początek zadań domowych, nauki i projektów.
środa, 13 września 2017
Głębia
Kolejne wakacje i kolejne odwiedziny w Hull upon Kingston w akwarium The Deep. Nowa tradycja? Mi sie podoba. Samo miasto ma arcyciekawą historię i jest piękne. Niestety tylku raz udało nam sie przez nie "przelecieć" z prędkością huraganu. Ale jeszcze kiedyś to wrócimy. Muzea, uliczki czekają na nas.
A akwarium stoi sobie nad brzegiem morza, bryła przypominają statek już z daleka rzuca się w oczy. Jako że w stosunku do takich miejsc jestem bardzo nieobiektywna, pominę ochy i achy. Zostawię Was z kilkoma fotkami. Uwielbiam.
Jedna z największych atrakcji - winda przejeżdżająca przez największy zbiornik. Szklana kapsuła sunąca majestatycznie wśród ryb i rekinów.
A akwarium stoi sobie nad brzegiem morza, bryła przypominają statek już z daleka rzuca się w oczy. Jako że w stosunku do takich miejsc jestem bardzo nieobiektywna, pominę ochy i achy. Zostawię Was z kilkoma fotkami. Uwielbiam.
Taniec meduz jest zawsze urzekający, wręcz hipnotyczny, a gdy akwarium jest obłożone lustrami... Mogłabym tak siedzieć i patrzeć.
Jedna z największych atrakcji - winda przejeżdżająca przez największy zbiornik. Szklana kapsuła sunąca majestatycznie wśród ryb i rekinów.
poniedziałek, 11 września 2017
Gdzie nas wywiało
Jakoś te wakacje przeminęły jak mgnienie. Pogoda była bardzo taka sobie i niewiele robiliśmy biwaków, ale jak już sie wybraliśmy, to się wracać nie chciało.
Na taką pogodę jaką mieliśmy w ostatni weekend sierpnia trzeba było czekać cały miesiąc. Warto było. Spójrzcie tylko
A to tylko parę skarbów, które odkryło przed nami morze.
Ciąg dalszy nastąpi
Na taką pogodę jaką mieliśmy w ostatni weekend sierpnia trzeba było czekać cały miesiąc. Warto było. Spójrzcie tylko
A to tylko parę skarbów, które odkryło przed nami morze.
Ciąg dalszy nastąpi
Jak zacząć
... po tak długiej przerwie. Ciągle się zastanawiam, czy pisanie ma sens, skoro i tak nikt tego nie czyta. Ale chyba czasem jednak fajnie coś napisać. Dla siebie. Przelać, co w duszy gra. Na papierze/ekranie rzeczywistość wygląda na bardziej kolorową. Może taka jest naprawdę? A ja mam tylko założone permanentnie poszarzałe okulary? Gdy patrzę na zapisane słowa, okazuję się, że jest całkiem kolorowo. Nawet jak pada deszcz (a pada od 10 dni - na szczęście z przerwami - teraz wręcz leje). W sumie to już od ponad tygodnia nie muszę podlewać roślinek w ogródku ;)
wtorek, 22 sierpnia 2017
Roczek
Bez dwóch dni. Blog dorobił się okrągłego zera komentarzy. To trzeba umieć, prawda?
No i jak. Bawić się w to dalej, czy nie?
No i jak. Bawić się w to dalej, czy nie?
wtorek, 15 sierpnia 2017
wtorek, 8 sierpnia 2017
Historia pewnego tabletu cz.2
Tablet dalej wykonywał swoja zwykłą pracę. Może czasem pajęczynka przeszkadzała w czytaniu. Aż pewnego dnia...
Na obiad miały być zupełnie dla odmiany frytki. Z piekarnika. Po załadowaniu tychże na blachę Matka poszła poszperach trochę w archiwach filmowych o historii nieznanej jej wcześniej. Minutnika nie nastawiła, o frytkach zapomniała.
W pewnym momencie nos się zbuntował, a Matka z szaleństwem w oku rzuciła się ratowac zawartość piekarnika.
I wtedy go dostrzegła. Nie był rozgrzany do białości. Ani nawet do czerwoności. W ogóle nie zmienił koloru. Choć rozgrzany był zdecydowanie. Stał samotny, oparty kątem o ścianę, a strumień gorąca buchał mu na obudowę gdzieś tak od pół godziny. Wydawał ODGŁOSY.
Dochodził do siebie na dworze. Chyba nawet kropiło. Gdy przestał grozić wybuchem baterii, trafił pod kroplówkę z elektronami. Pił łapczywie i długo spał. Oczko mu zaśniedziało i już nie mógł robić fotek. Ale... działał. Choć trochę zwolnił, jak na weterana przystało, rehabilitacja nie była mu potrzebna.
Parę dni temu zaliczył kąpiel - jednym głośnikiem (przemilczmy jednak szczegóły tej kompromityującej sprawy). Teraz trochę trzeszczy i - chyba to już nikogo nie zdziwi - DZIAŁA.
Na obiad miały być zupełnie dla odmiany frytki. Z piekarnika. Po załadowaniu tychże na blachę Matka poszła poszperach trochę w archiwach filmowych o historii nieznanej jej wcześniej. Minutnika nie nastawiła, o frytkach zapomniała.
W pewnym momencie nos się zbuntował, a Matka z szaleństwem w oku rzuciła się ratowac zawartość piekarnika.
I wtedy go dostrzegła. Nie był rozgrzany do białości. Ani nawet do czerwoności. W ogóle nie zmienił koloru. Choć rozgrzany był zdecydowanie. Stał samotny, oparty kątem o ścianę, a strumień gorąca buchał mu na obudowę gdzieś tak od pół godziny. Wydawał ODGŁOSY.
Dochodził do siebie na dworze. Chyba nawet kropiło. Gdy przestał grozić wybuchem baterii, trafił pod kroplówkę z elektronami. Pił łapczywie i długo spał. Oczko mu zaśniedziało i już nie mógł robić fotek. Ale... działał. Choć trochę zwolnił, jak na weterana przystało, rehabilitacja nie była mu potrzebna.
Parę dni temu zaliczył kąpiel - jednym głośnikiem (przemilczmy jednak szczegóły tej kompromityującej sprawy). Teraz trochę trzeszczy i - chyba to już nikogo nie zdziwi - DZIAŁA.
sobota, 5 sierpnia 2017
Historia pewnego tabletu cz.1
Nie tak dawno temu, za wcale nie tak wielką wodą - no dobra, może i za kilkoma górami - w pewnym mieście żył pewien tablet.
Mieszkał w gwarnym miejscu. Nieraz martwiał ze strachu, gdy ktoś przebiegał tuż koło jego ramki - tupot małych stóp przyprawiał o drżenie procesora.
Czasem cyknął fotkę, wystukał wiadomość, puścił trochę pikseli lub decybeli. Częściej jednak szperał po internetach. Czasem małe stopy zwijały go Tacie po kryjomu, by przenieść się w świat kreskówek lub marzeń. Czuł się potrzebny i bardzo użyteczny. Bardziej niż pewna lokomotywa z pewnej bajki.
Przenieśmy się w czasie...
Tata śpi. Siostra śpi. Kornik nie. I się nudzi. Skrada się... cap... wdrapuje na pięterko do łóżka (...) zasypia... (...) Łup!!! Matka podskakuje w kuchni. Nasłuchuje... Nikt nie płacze. OK, czyli żadne dziecię nie zleciało z łóżka. Pewnie jakaś książka. Można wrócić do pomywania.
Przenieśmy się w czasie...
Matka przypomina sobie o spadniętej książce. Z jednym okiem na zapałce (drugie nie chciało się już odkleić) z gracją motyla zakrada się do pokoju Starszaków. Jest książka. Jakaś srebna. Trybki kliknęły. Przecież nie mamy takiej książki! Matka na bezdechu podnosi tablet. Pajęczynka zbitej szyby, zgnieciony róg... Darujmy sobie opis poranka. Pozostawmy tylko wspomnienie tabletu leżącego na komodzie, w ciemnym pokoju, poobklejanego kolorowymi karteczkami w stylu "Uspokój się" czy "Nie budź go"...
Przenieśmy się w czasie...
Działa! Niemożliwe, a jednak. Z ekranem na temblaku, z obklejonym taśmą rogiem. Działa. Jako że jest to opowieść o tablecie, pominiemy argumenty jakich użył Kornik w obronie własnej (to nie ja!?).
Mieszkał w gwarnym miejscu. Nieraz martwiał ze strachu, gdy ktoś przebiegał tuż koło jego ramki - tupot małych stóp przyprawiał o drżenie procesora.
Czasem cyknął fotkę, wystukał wiadomość, puścił trochę pikseli lub decybeli. Częściej jednak szperał po internetach. Czasem małe stopy zwijały go Tacie po kryjomu, by przenieść się w świat kreskówek lub marzeń. Czuł się potrzebny i bardzo użyteczny. Bardziej niż pewna lokomotywa z pewnej bajki.
Przenieśmy się w czasie...
Tata śpi. Siostra śpi. Kornik nie. I się nudzi. Skrada się... cap... wdrapuje na pięterko do łóżka (...) zasypia... (...) Łup!!! Matka podskakuje w kuchni. Nasłuchuje... Nikt nie płacze. OK, czyli żadne dziecię nie zleciało z łóżka. Pewnie jakaś książka. Można wrócić do pomywania.
Przenieśmy się w czasie...
Matka przypomina sobie o spadniętej książce. Z jednym okiem na zapałce (drugie nie chciało się już odkleić) z gracją motyla zakrada się do pokoju Starszaków. Jest książka. Jakaś srebna. Trybki kliknęły. Przecież nie mamy takiej książki! Matka na bezdechu podnosi tablet. Pajęczynka zbitej szyby, zgnieciony róg... Darujmy sobie opis poranka. Pozostawmy tylko wspomnienie tabletu leżącego na komodzie, w ciemnym pokoju, poobklejanego kolorowymi karteczkami w stylu "Uspokój się" czy "Nie budź go"...
Przenieśmy się w czasie...
Działa! Niemożliwe, a jednak. Z ekranem na temblaku, z obklejonym taśmą rogiem. Działa. Jako że jest to opowieść o tablecie, pominiemy argumenty jakich użył Kornik w obronie własnej (to nie ja!?).
środa, 2 sierpnia 2017
Z potrzeby chwili
Po łazienkowym dywaniku zostało trochę włóczki. A był mi potrzebny pokrowiec na "mały komputerek". Świetnie się złożyło, prawda?
Projekt powstawał w trakcie robienia. Wzór szybki, łatwy i przyjemny.
Projekt powstawał w trakcie robienia. Wzór szybki, łatwy i przyjemny.
poniedziałek, 31 lipca 2017
Na szydełku
Prawie 4 lata temu kupiłam szydełkowa gazetkę. Jeden wzór, który mnie urzekł wreszcie doczekał się realizacji. Oczywiście troche go zmodyfikowałam do naszych potrzeb. Inna włóczka, delikatnie zmienione colory, inny rozmiar, a ostatnie okrążenia to już zupełna "wolnoamerykanka".
Przedstawiam nasz dywanik łazienkowy. Wreszcie.
Po 100 g akrylu z nylonem z kolorze marchewki, jasnej zieleni i "petrol".
A wczoraj było małe święto. Torcik też wyszedł malutki, choć wysoki. I o dziwo - zniknął cały.
W zamyśle miał przedstawiać koło rowerowe (bananowo-czekoladowe).
Przedstawiam nasz dywanik łazienkowy. Wreszcie.
Po 100 g akrylu z nylonem z kolorze marchewki, jasnej zieleni i "petrol".
A wczoraj było małe święto. Torcik też wyszedł malutki, choć wysoki. I o dziwo - zniknął cały.
W zamyśle miał przedstawiać koło rowerowe (bananowo-czekoladowe).
poniedziałek, 24 lipca 2017
Morsko
Można powiedzieć, że to już nasze miejsce. Nawet na polu namiotowym parkujemy chyba przy tym samym słupku. Jako "niezelektryfikowani" (takie fajne słowo - nieprawdaż?) nie mamy praktycznie konkurencji. Pod względem gabarytów też bijemy wszystkich na głowę. Nawet liczba i wiek dzieci często rzucają się w oczy. Aż dziwne, że nie lubimy być w centrum uwagi, prawda?
Po prostu zbieramy się po śniadaniu (bynajmniej nie rano) i wracamy gdy wygania nas przypływ. Potem "szybki" (przy turystycznym palniczku ugotowanie 5-ciu porcji gnochi, podgrzaniu dwóch puszek klopsików i puszki fasolki zajmuje trochę czasu) obiad i znów bieg po klifie. Bo skarby, bo fale, bo zawsze coś ciekawego. Np. bardzo głodna gąsienica w paski (za chwilę zaroi się od małych motylków z czerwonymi plamkami)
Kilometr w jedną, naście metrów w dół, trochę w lewo, trochę w prawo, potem tyleż do góry po glinie i kilometr w drugą. Ciepła herbata, kanapki, kąpiel (rzecz najwspanialsza dla Kornika- kabina prysznicowa z gorącą wodą), ganianie w piżamie po trawie, gra w gumę czy piłkę, robótki ręczne, naklejki, książki - wieczór rozciąga się dużo bardziej niż zwykła gumka. Ciepły śpiwór, śmiechy, Kurczak trochę marudzi, szepty - a tu ciągle jasno, deszcz dudniący o tropik.... Nasza muzyka...
niedziela, 23 lipca 2017
Wakacje
Pogoda na razie nas nie rozpieszcza. Nie jest źle, ale jednak ta codzienna porcja deszczu jest taka mało wakacyjna. A nasz zbiornik retencyjny w ogrodzie niedługo zacznie wylewać.
(Tu jeszcze zdjęcie z roku szkolnego, gdy kupno basenu było jak najbardziej uzasadnione.)
Jednak nie oglądając się na niuanse metoorologiczne postanowiliśmy zacząć summer holiday z przytupem. Co prawda z powodu przemęczenia materiału (czytaj rodziców) liczba nocy pod namiotem skurczyła się z trzech do jednej, ale za to z tych dwóch dni więcej wycisnąć się już chyba nie dało, o czym następnym razem. Tymczasem zmęczenie materiału po przerwie wróciło do normy.
czwartek, 20 lipca 2017
Koniec roku
Tak, tak, to dziś. W naszej szkole przynajmniej. Wreszcie. Upragniony, wyczekiwany. Koniec wstawania po szóstej, koniec ściągania półprzytomnej ferajny po schodach, koniec nagabywania ciągle półprzytomnej drobnicy "zjedz kaszkę/owsiankę/płatki/kanapkę", "wypij mleko/kakao/herbatę", "ubierz się/umyj zęby/włóż buty/gdzie masz sztormiak/odwrotnie/nie ta noga", "POSPIESZ SIĘ!", "wychodzimy". Koniec.
Jeszcze się cieszę, jeszcze przed nami 6 tygodni wolnych od szkolnej rutyny, jeszcze mam taaaakie plany. I tylko czasem się zastanawiam. Kiedy zacznę tęsknić. Do pustego domu. Do ciszy dzwoniącej w uszach :)
Na razie... Wczoraj zakończyliśmy wielki projekt pt. "prezent dla nauczyciela".
To tylko część prac, reszta się nie zmieściła. Każda z pań dostała ręcznie robioną bułę [(w kształcie kwiatka - tylko Kornik sie wyłamał i zrobił bułę w kształcie buły) nawet Kurczak z wielką werwą zagniatała, wałkowała, wycinała kółka i kleiła wodą], kwiatek - czy to na kartce, czy z bibułki, czy mały bukiecik pachnącej lawendy, szydełkowego motylka i kartkę z życzeniami.
Sądząc po uśmiechach chyba się podobało. A zdecydowanie te nasze spartańskie handmade robótki rzucały się w oczy w zalewie błyszczących, kolorowych, pięknych - ale jednak kupnych rzeczy.
Jeszcze się cieszę, jeszcze przed nami 6 tygodni wolnych od szkolnej rutyny, jeszcze mam taaaakie plany. I tylko czasem się zastanawiam. Kiedy zacznę tęsknić. Do pustego domu. Do ciszy dzwoniącej w uszach :)
Na razie... Wczoraj zakończyliśmy wielki projekt pt. "prezent dla nauczyciela".
To tylko część prac, reszta się nie zmieściła. Każda z pań dostała ręcznie robioną bułę [(w kształcie kwiatka - tylko Kornik sie wyłamał i zrobił bułę w kształcie buły) nawet Kurczak z wielką werwą zagniatała, wałkowała, wycinała kółka i kleiła wodą], kwiatek - czy to na kartce, czy z bibułki, czy mały bukiecik pachnącej lawendy, szydełkowego motylka i kartkę z życzeniami.
Sądząc po uśmiechach chyba się podobało. A zdecydowanie te nasze spartańskie handmade robótki rzucały się w oczy w zalewie błyszczących, kolorowych, pięknych - ale jednak kupnych rzeczy.
poniedziałek, 17 lipca 2017
Przytulanka
Dawno, dawno temu, w zupełnie innym świecie, pewna mała dziewczynka bardzo lubiła przytulać sie do pieluszek tetrowych. Wszystkie misie i pieski mogły się schować. Matka pomyślała wtedy, żeby nadać jakiś kształt temu smętnemu skrawkowi materiału. Tak narodził się królik - pierwsza naprawdę przytulana maskotka Biedronki. Pewnego dnia wiek zdetronizował królika (potem pojawił się miś, ale to już zupełnie inna historia). Przytulas trafił do pudełka pełnego wspomnień. Jest bardzo zmęczony, więc odmówił pozowania do zdjęć.
I choć królik sam w sobie spadł na samo dno w hierarchi zabawek, tak pudełko jest często otwierane i wspomnienia wręcz sie z niego wylewają. Podczas jednej z takich wspomnieniowych sesji Biedronki, inna mała dziewczynka - Kurczak zobaczyła królika. I przepadła. W kąt poszedł Papa (tu) i inne maskoty. Kurczak śpi z królikiem i koniec. Żeby uratować zwierzę od losu tragicznego i otrzeć łzy Biedronce, Matka wybrała najmniej wskazującą na spożycie tetrę (czy już wspominałam, że pewna mała dziewczynka bardzo lubi się przytulać do pieluszek tetrowych? I bynajmniej nie jest to czas przeszły dokonany) i spróbowała podrobić królika.
Podróba się oczywiście nie udała. Zmieniły się trochę umiejętności szyciowe, mięsistość tetry i przydasie. Nie zmieniła się miłość dziewczynki do tetrowego przyjaciela.
A co z królikiem?, zapytacie.
Królik przeżywa drugą młodość na poduszce Biedronki.
I choć królik sam w sobie spadł na samo dno w hierarchi zabawek, tak pudełko jest często otwierane i wspomnienia wręcz sie z niego wylewają. Podczas jednej z takich wspomnieniowych sesji Biedronki, inna mała dziewczynka - Kurczak zobaczyła królika. I przepadła. W kąt poszedł Papa (tu) i inne maskoty. Kurczak śpi z królikiem i koniec. Żeby uratować zwierzę od losu tragicznego i otrzeć łzy Biedronce, Matka wybrała najmniej wskazującą na spożycie tetrę (czy już wspominałam, że pewna mała dziewczynka bardzo lubi się przytulać do pieluszek tetrowych? I bynajmniej nie jest to czas przeszły dokonany) i spróbowała podrobić królika.
Podróba się oczywiście nie udała. Zmieniły się trochę umiejętności szyciowe, mięsistość tetry i przydasie. Nie zmieniła się miłość dziewczynki do tetrowego przyjaciela.
A co z królikiem?, zapytacie.
Królik przeżywa drugą młodość na poduszce Biedronki.
wtorek, 11 lipca 2017
Bzyczek
Parę tygodni temu, gdy wszystko jeszcze pięknie kwitło wybrałam się do ogródka z aparatem.
Było ciepło, zakwitła mała różyczka
Tuż obok pachnące skrawki nieba
Podeszłam bliżej....
I jeszcze trochę bliżej...
Trąciłam skrzydełka obiektywem... Odleciał.
Było ciepło, zakwitła mała różyczka
Tuż obok pachnące skrawki nieba
Podeszłam bliżej....
I jeszcze trochę bliżej...
Trąciłam skrzydełka obiektywem... Odleciał.
poniedziałek, 10 lipca 2017
Spontaniczna wycieczka
Dla takiego widoku warto pomęczyć się z wielką trójką, posłuchac płaczu, narzekań itp. przy ubieraniu. Z 5 razy się wkurzyć, ze dwa być na granicy zrezygnowania.
Ale warto.
Dolina Denwert wieczorem.
Ale warto.
Dolina Denwert wieczorem.
wtorek, 4 lipca 2017
Mniam
Kto ma ochotę? Zawijasy z ciasta francuskiego na słono.
Podsmażamy boczek z cebulą, rozsypujemy na jednej płachcie ciasta, obsypujemy startym serem, doprawiamy czym kto lubi, przykrywamy drugą płachtą ciasta. Kroimy paski wąskie/cienkie - w zależności od naszych upodobań, skręcamy od niechcenia i układamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Pieczemy w 170 stopniach do zbrązowienia. Pyszne, proste, szybkie.
Można się nawet jaszczura dopatrzeć.
A potem gotujemy cały gar zupy z czerwonej kapusty. (jak już się nam uda oderwać wzrok od psychodelicznych wzorków)
Podsmażamy boczek z cebulą, rozsypujemy na jednej płachcie ciasta, obsypujemy startym serem, doprawiamy czym kto lubi, przykrywamy drugą płachtą ciasta. Kroimy paski wąskie/cienkie - w zależności od naszych upodobań, skręcamy od niechcenia i układamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Pieczemy w 170 stopniach do zbrązowienia. Pyszne, proste, szybkie.
Można się nawet jaszczura dopatrzeć.
A potem gotujemy cały gar zupy z czerwonej kapusty. (jak już się nam uda oderwać wzrok od psychodelicznych wzorków)
poniedziałek, 3 lipca 2017
Gitara
Tak scenka. Kurczak biega po podwórku z kijem od miotły udającym gitarę, a my usiłujemy nie oberwać "gryfem".
Cóż robić. Trzeba było załatwić Kurczakowi gitarę z prawdziwego zdarzenia. I to zanim ktoś oberwie miotłą.
Stare etui na tablicę z grubego filcu, szczebelek z dziecinnego łóżeczka, mocne nici, kilka śrubek, trochę włóczki. Godzina zabawy... i... Tadam
Gitara jak się patrzy. A ile radości. Z każdej strony.
Cóż robić. Trzeba było załatwić Kurczakowi gitarę z prawdziwego zdarzenia. I to zanim ktoś oberwie miotłą.
Stare etui na tablicę z grubego filcu, szczebelek z dziecinnego łóżeczka, mocne nici, kilka śrubek, trochę włóczki. Godzina zabawy... i... Tadam
Gitara jak się patrzy. A ile radości. Z każdej strony.
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Gość
Wbrew szwankującej klawiaturze. Na przekór awarii aparatu. Jest. Nowy post. (jeśli ktoś byłby zainteresowany)
Tekstu mało, bo pisze się tragicznie, kasując co chwilę dodatkowe znaczki.
Parę dni temu mieliśmy odwiedziny.
Czy to nietoperz? Pomyślał MzK. Rano zobaczyłam ją na firance. Byłam oczarowana.
Po chwili szukania udało się nawet znaleźć imię. Nastrosz_topolowiec
Tekstu mało, bo pisze się tragicznie, kasując co chwilę dodatkowe znaczki.
Parę dni temu mieliśmy odwiedziny.
Czy to nietoperz? Pomyślał MzK. Rano zobaczyłam ją na firance. Byłam oczarowana.
Po chwili szukania udało się nawet znaleźć imię. Nastrosz_topolowiec
czwartek, 22 czerwca 2017
Sto lat
Tak, tak, osiem lat stuknęło. Nie powiem "kiedy to zleciało", bo bywało, że czas dłużył się straszliwie...
Ale teraz - Kornik jak się patrzy.
Wszystkiego dobrego Synku!
Ale teraz - Kornik jak się patrzy.
Wszystkiego dobrego Synku!
sobota, 17 czerwca 2017
Pamiątki
Ostatnim razem pisałam o skarbach znalezionych na plaży.
Jakiś czas temu, jeszcze przed erą Maluchów wybraliśmy się na wycieczkę rowerową.
Na miesiąc. Dookoła Islandii. Wiecie śpiwory, namiot, palnik na benzynę itp. (potem na tych rowerach wróciliśmy z Anglii do Polski, ale to już była inna wycieczka)
Jednego wieczoru rozłożyliśmy się w pięknym miejscu, nad fjordem tuż za drugim co do wielkości miastem Islandii - Akureyri.
Właśnie tam znów ujawniło się moje zbieractwo. Nawet MzK zaraziłam. Tak wyglądały nasze łupy.
Piękne szczotki krystaliczne i pojedyńcze kryształy.
Niestety mogliśmy sobie wybrać tylko po małym kamyczku. W sakwach nie było za wiele miejsca, rowery i tak już ważyły po 50 kilo (przeszło!), a do przepedałowania ciągle zostawało kilka tysięcy kilometrów.
Ale jeszcze kiedyś tam wrócimy.
Jakiś czas temu, jeszcze przed erą Maluchów wybraliśmy się na wycieczkę rowerową.
Na miesiąc. Dookoła Islandii. Wiecie śpiwory, namiot, palnik na benzynę itp. (potem na tych rowerach wróciliśmy z Anglii do Polski, ale to już była inna wycieczka)
Jednego wieczoru rozłożyliśmy się w pięknym miejscu, nad fjordem tuż za drugim co do wielkości miastem Islandii - Akureyri.
Właśnie tam znów ujawniło się moje zbieractwo. Nawet MzK zaraziłam. Tak wyglądały nasze łupy.
Piękne szczotki krystaliczne i pojedyńcze kryształy.
Niestety mogliśmy sobie wybrać tylko po małym kamyczku. W sakwach nie było za wiele miejsca, rowery i tak już ważyły po 50 kilo (przeszło!), a do przepedałowania ciągle zostawało kilka tysięcy kilometrów.
Ale jeszcze kiedyś tam wrócimy.
piątek, 16 czerwca 2017
Skarby
Swego czasu zbierałam minerały. Nie takie zwykłe kamyki, ale (najczęściej kupowane - niestety) kryształy, kamienie półszlachetne, ciekawe skały. W czasie licznych przeprowadzek kolekcja przepadła. Ostało się troche kamiennego złomu, kilka muszli... Ale żyłka do poszukiwań została, a dzieci nie protestują, gdy w czasie naszych posiedzeń na plaży rzucam hasło "idziemy szukać
skarbów". Zaraz znajduje się wiaderko i ruszamy wzdłuż brzegu.
Oto nasze ostatnie znaleziska
Ten piękny odcisk amonita wypatrzyła Biedronka - była z siebie baaaardzo dumna. I słusznie :)
Resztki koralowców czy czegoś w tym stylu. Bardzo kruche.
Fragment amonita też znaleziony przez Biedronkę. Ciekawe, czy kiedyś znajdziemy całość.
I najprawdziwsza tajemnica. Kamień leży i nęci. Wyraźnie ma w środku warstwę kryjącą... No właśnie, co? Resztki muszli czy coś jeszcze? Nie wiem, jak się dobrać do środka. Skała macierzysta jest dość twarda, nie daje się zeskrobać, a środek delikatnie połyskuje.
Już jutro jeden mały chłopiec ma egzamin kończący rok nauki w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Dzięki projektowi Libratus mogliśmy - będąc za granicami kraju - przerabiać taki sam program, jaki mają dzieci w polskich szkołach. Jutro podsumowanie naszej wspólnej nauki. Wiem, że będzie dobrze. Kornik ciężko pracował, choć był problem ze skupieniem uwagi i chęciami. Pod koniec było już naprawdę cięzko zachęcić do nauki. A żeby jeszcze coś w głowie zostało... :)
Trzymajcie kciuki
skarbów". Zaraz znajduje się wiaderko i ruszamy wzdłuż brzegu.
Oto nasze ostatnie znaleziska
Ten piękny odcisk amonita wypatrzyła Biedronka - była z siebie baaaardzo dumna. I słusznie :)
Resztki koralowców czy czegoś w tym stylu. Bardzo kruche.
Fragment amonita też znaleziony przez Biedronkę. Ciekawe, czy kiedyś znajdziemy całość.
I najprawdziwsza tajemnica. Kamień leży i nęci. Wyraźnie ma w środku warstwę kryjącą... No właśnie, co? Resztki muszli czy coś jeszcze? Nie wiem, jak się dobrać do środka. Skała macierzysta jest dość twarda, nie daje się zeskrobać, a środek delikatnie połyskuje.
Już jutro jeden mały chłopiec ma egzamin kończący rok nauki w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Dzięki projektowi Libratus mogliśmy - będąc za granicami kraju - przerabiać taki sam program, jaki mają dzieci w polskich szkołach. Jutro podsumowanie naszej wspólnej nauki. Wiem, że będzie dobrze. Kornik ciężko pracował, choć był problem ze skupieniem uwagi i chęciami. Pod koniec było już naprawdę cięzko zachęcić do nauki. A żeby jeszcze coś w głowie zostało... :)
Trzymajcie kciuki
sobota, 10 czerwca 2017
Lunapark
Takie było zadanie. Wrócił Kornik w piątek przed feriami do domu, a tam na kartce "zbuduj makietę wesołego miasteczka".
Kornik się trochę zmartwił, bo zadanie dość karkołomne się zdawało.
Po kilku dniach pracy nad stołem pełnym papierowych rurek po flagach z Ikei, bambusowych patyczków do szaszłyków, strzempków papierów i kartonów, wyszło nam to:
Trochę sfatygowane to wyszło, i owszem, ale działa.
Korzystaliśmy z tej książki (która też już nie prezentuje się wyjściowo)
A jak u Was wyglądają robótkowe zadania domowe?
Kornik się trochę zmartwił, bo zadanie dość karkołomne się zdawało.
Po kilku dniach pracy nad stołem pełnym papierowych rurek po flagach z Ikei, bambusowych patyczków do szaszłyków, strzempków papierów i kartonów, wyszło nam to:
Trochę sfatygowane to wyszło, i owszem, ale działa.
Korzystaliśmy z tej książki (która też już nie prezentuje się wyjściowo)
A jak u Was wyglądają robótkowe zadania domowe?
czwartek, 8 czerwca 2017
Wszyscy lubią tort
Za 2 tygodnie Kornik (tak, tak, Potomkowi rośnie nowa ksywka) kończy 8 lat. Lista prezentów zmienia się z dnia na dzień i niezmiennie wydłuża :) - przynajmniej w marzeniach Potomka nieznających ograniczeń.
To ten czas kiedy człowiek zaczyna się zastanawiać nad tortem urodzinowym. Że tort ma warstwy wszyscy wiedzą. Ale jakie, ile i wreszcie jaki całokształt ma przybrać biszkopt?
Rok temu wyglądało to tak:
Teraz mam ochotę się bardziej zabawić. Jakieś pomysły? Kto pomoże?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




