piątek, 28 kwietnia 2017

Tama

W ostatni dzień ferii świątecznych była tak piękna pogoda, że żal byłoby jej nie wykorzystać. Dlatego dosłownie w ostatniej chwili (było już po 14, a MzK miał na 20 do pracy) wyskoczyliśmy do Peak District do Derwent Valley, a dokładniej pod tamę. O, taką

wieża wschodnia
A to druga wieża


Tama w zeszłym roku obchodziła stulecie, z tej okazji na łące postawiono stylową ławeczkę z oparciem w kształcie wież, której kiedyś nie zapomnę zrobić zdjęcia. W czasach budowy tamy powstało w okolicy miasteczko, gdzie mieszkało ponad 1000 pracowników wraz z rodzinami. Na miejsce budowy dowoził ich pociąg. Niestety po miejscowości - prócz zdjęć - nie pozostało nic.

Na północnym krańcu zbiornika jest kolejna tama, a w zachodniej wieży jest małe muzeum poświęcone roli, jaką odegrało to sztuczne jezioro w czasie II wojny światowej. W tym roku planujemy znowu rowerowa wycieczkę w tamte rejony (droga jest zamknięta dla aut), więc mam nadzieję na jakieś fajne zdjęcia w przyszłości. Rok temu było tak zimno, że nie chciało mi się wyciągać aparatu :)

Cała dolina rzeki Derwent jest bardzo malownicza.


W pobliżu centrum turystycznego jest krótka ścieżka edukacyjna w sam raz dla najmłodszych piechurów, o czym - jeśli chcecie będzie następnym razem.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Papa

Każde z dzieci ma swoją ulubioną przytulankę. W czasach bobasowych były to pieluszki tetrowe - nieodłączni towarzysze całej trójki. Potem gusta trochę się zmieniły ;)

U Potomka za przytulankę robi od wielu lat mały niemowlęcy kocyk, który dostał (och już tak dawno temu) po swojej kuzynce. Kiedys był bladoróżowy, dziś ten róż już prawie wyblakł. Ale kocyk do spania musi być.

Biedronka ma swojego ukochanego szarego misia. I chociaż ostatnio częściej obywa się bez niego, to miś - ciągle bezimienny - często towarzyszy jej przy śniadaniu.

Za to Kurczak ciągle jeszcze nie wyrosła z tetry. Ale że już w przyszłym tygodniu zaczyna swoją pierwszą przygodę z tutejszą placówką opiekuńczo-wychowawczą, pomyślałam, że przyda się coś bardziej spersonalizowanego niż tetra.
Kurczak posiada parę maskotek, i owszem, nawet się nimi bawi, ale.. żadna nie jest taka ukochana.

Ulubioną bajką Kurczaka jest Sunny Bunnies. Znacie? Pomyślałam, że może szydełkowa postać z tej bajki to będzie to. I wiecie, to był strzał w 10.

Kurczak sama wybrała włóczkę, reszta to już moja inwencja. Tak wygląda oryginał

A tak moja interpretacja


Stworek bardzo nie chciał pozować. Na każdym zdjęciu wygląda potworzaście. Na szczęście Kurczak nie jest wybredna, ukochała swoją maskotkę całym sercem. Nazwała ją "Papa" po słowach z "piosenki" tytułowej. Bez "Papa" nie ma spania, podróży autem, czy śniadania. Naprawdę nie spodziewałam się takiego sukcesu.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Czapeczka

Na początku kwietnia wybraliśmy się do lasu. Niestety Greeno Wood jest daleko na tyle, że na chwilę obecną możemy się tam dostać tylko autem, co mnie niezmiennie przygnębia. Nieraz chętnie bym się tam przeszła z dziećmi, ale 5 km do granicy lasu w jedną stronę jest na razie nie do zrobienia.

Było zimno, drzewa jeszcze gołe, choć na dole zieleniła się już młoda trawka i świeciły zawilce.


W lesie było cicho (co dziwne zważywszy, że ścieżka biegnie równolegle do drogi), a gdy wyszło słońce zrobiło się naprawdę pięknie. Powrotną drogą zatrzymaliśmy się jeszcze nieopodal parkingu, na południowym, czy też może południowo-zachodni stoku. Starszaki poszalały z piłką (następnego dnia wyciągałam Potomkowi drzazgi po jakimś spektakularnym upadku którego akurat nie widziałam), a my poszłyśmy z Kurczakiem, a właściwie ześlizgnęłyśmy się ze zbocza, obejrzeć konie. Jeden podszedł całkiem blisko.


Inne pasły się daleko w promieniach słońca.


sobota, 15 kwietnia 2017

Świątecznie

Święta już wychodzą z każdego kąta.
A więc, drodzy Czytelnicy pogody ducha i słońca. I czekoladowego zająca kojącego wszelkie smutki ;)


piątek, 14 kwietnia 2017

Na siłę

Pomyśleliśmy, że trzeba ruszyć Biedronkę. Opierała się bardzo, ciągle jeszcze nie czuła się najlepiej, ale musiała wreszcie wyjść.

Pojechaliśmy do niezastąpionego Peak District, w dopiero co odkryte miejsce, pół godziny autem od nas. Pogoda jak zwykle nie rozpieszczała, ale widoki...

Najpierw Owler Tor - malutkie wzniesienie z namiastką Gór Stołowych :)



Popatrzcie tylko na ten las


Powyginane, nagie konary, pnie przybrane mchem, rozrzucone głazy... Jakoś tak z Tolkienem mi się kojarzy.


Zwieńczeniem wycieczki był piknik w brzozowym zagajniku u stóp ściany z piaskowca.

Lawrencefield

..i wizyta w serwisie oponiarskim u Flinstonów ;)


P.S. Biedronka dała radę.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Remont

No tak. Biedronka wraca do zdrowia (chyba), sądząc po odgłosach walki z bratem.
Wczoraj dostojnym krokiem weszła do łazienki, gdzie razem z Potomkiem skrobaliśmy tapety. Łypnęła spod brwi zmarszczonych i grobowym głosem powiedziała:
"Czy wy naprawdę myślicie, że wam się to uda?"

sobota, 8 kwietnia 2017

Więcej...

Trochę mnie tu mało, ale nie wyrabiam. Zbliżające się egzaminy Potomka, chora od trzech dni Biedronka i wszędobylska Kurczak, która jest na etapie odpieluchowywania i jednocześnie "ja sama". A za oknem piękna pogoda, kwitnące drzewa, no wiosna po prostu. I tyle rzeczy do obfotografowania i opisania.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Wielkanoc się zbliża

W zwiążku z tym w szkole ogłoszono konkurs na świąteczny kapelusz. Potomek nie za bardzo był zainteresowany, za to Biedronka i owszem.

Jak na małą dziewczynkę przystało jest kolorowo, błyszcząco i z przepychem. Nie pociągały mnie gotowe zestawy do tworzenia kapeluszy, Biedronka też sama wybrała pracę od podstaw.
Za bazę robi papierowa korona, która wykorzystałam już przy kapeluszu Potomka, a wzorowałam sie na niezawodnym krokotak.
Choć jeszcze nigdy nie udało mi sie idealnie dopasować obwodu głowy.

Oto efekt naszej wspólnej pracy


Biedronka sama dzielnie operowała klejem na gorąco, nie chciała pomocy, dopóki nie zagadała się z bratem i kapnęła rozgrzanym silikonem na wierzch dłoni. Było trochę płaczu.