niedziela, 25 września 2016

Na słodko

Bierzemy wagowo po równo: zmielonego twarogu (jaki mamy pod ręką, chudy, półtłusty, tłusty), masła bądź margaryny i zwykłej, białej mąki. Szybko zagniatamy, chłodzimy, wałkujemy podsypując mąką i wykrawamy kwadraty.
Na środek nakładamy ulubionej marmolady, np. różanej. Składamy po skosie w kształt trójkąta i ściskamy mocno brzegi.

Teraz już tylko na blachę pokrytą pergaminem i do pieca. Nie rosną, więc mogą leżeć całkiem blisko siebie. Muszą sie grzać w 170 stopniach około 25 minut, do zarumieniania. Jeszcze ciepłe najlepiej maznąć z wierzchu lukrem. A po paru chwilach, gdy nadzienie przestanie parzyć, można rozkoszować się smakiem rozpływających się w ustach, lekko chrupiących Twarogowych Trójkątów Babci Marty.

Z 250g twarogu wyszły 2 pełne blachy pierożków. Każdy miał inny kształt i wielkość i każdy smakował wspaniale. Do zdjęcia ostał się jeden.


Pozostając w słodkich tematach.
Biedronka miała wczoraj urodziny. Taki tort udało się wysmarować. Dosłownie. Kremem z bitej śmietany i serka Mascarpone.


czwartek, 15 września 2016

Nad rzekę

Idziemy błotnistą drogą. Padało parę dni temu, ale tutejsze kałuże wysychają tylko, gdy jest naprawdę upalnie. Dziś nie jest. Jest za to niewiele ponad 20 stopni i pochmurnie. Starszaki porwane prosto spod szkoły świergocą o kąpaniu. Las już nieco zmęczony zielenią jakby nie mógł się zdecydować czy zostać jeszcze w lecie, czy wskoczyć w kalosze jesieni.

Rozkładamy koc na trawie w zakolu rzeki. Jest pusto, cicho... To znaczy było, dopóki się nie zjawiliśmy. Korale jarzębiny kąpią sie razem ze starszakami. Potomek ogółnie szaleje, Biedronka woli bardziej statyczne stanie na kotwicy, ewentualnie trochę powiosłuje łopatką. Kurczak od niechcenia moczy stopy i bije rekordy w rzutach w dal kamykami.

Nagle nadlatuje nietoperz, kręci sie nad naszymi głowami, jest cudny, delikatny. Przez sekundę kiełkuje myśl, żeby skoczyć po aparat. Ale.. Lepiej podziwiać piękno gołym okiem. Chwilo trwaj.

Robi się chłodno. Pakowwać się pomagają chmary meszek. Pojawiły się nagle, wyganiają nas w tempie ekspresowym ze swojego terytorium. Żarłoczne insekty.

W drodze powrotnej bonus - spora żaba ładuje się w krzaki. Nie można ominąć takiej lekcji przyrody.


Puenta:
Następnego dnia dzwoni nauczycielka Potomka. Czy moge odebrać syna, bo chyba ma ospę wietrzną, jakieś bąble mu wyskoczyły.
Następnym razem przy okazji bratania się z naturą (czasem kłującą i swędzącą) trzeba będzie powiadomić szkołę.




niedziela, 11 września 2016

Koc pełen gwiazd

Zwykły, szary koc.  Może i jest super przytulny i miły, ale jednak taki smętny. Średnio pasuje do pokoju starszaków. Trzeba go trochę podrasować, najlepiej przez szydełkowe doszywki.
Pomysł jest, kolory dobiera Potomek, Wykonanie trochę zajmuje, ale wreszcie jest.
Koc pełen gwiazd jak ze snu szalonego artysty.



czwartek, 8 września 2016

Epoka kamienia

Potomek interesuje się dinozaurami odkąd pamięta. Na przestrzeni lat nie zmienił swoich zainteresowań (za to rozszerzył je o kolejne dziedziny). Stąd nasza domowa galeria najczęściej pełna jest gadów. Oto jeden z ostatnich portretów tyranozaura:


A cofając się wstecz o jakieś 4 lata wsplónie stworzony roślinożerca:


Dlatego wakacyjne zadanie domowe było strzałem w dziesiątkę. Wynik naszej dwudniowej pracy:


I jeszcze zbliżenie na jaskiniowego misia, który nie chciał nabrać ostrości :


Trochę grubszego papieru, skrawki bibuły, garść kamyków, kąski mchu, włóczka, kawałek futrzanej rękawiczki, drewniane kulki i sporo kleju do pistoletu. Voila.

niedziela, 4 września 2016

Pocztówki z wakacji

Na osłodę końcówki sierpnia wybraliśmy się nad morze. Krótki, dwudniowy wypad pod namiot. Namiot mały, ludzi sporo, ale jeszcze w tym roku dajemy radę. Żeby unaocznić skalę (zdjęcie z lipcowego wyjazdu):


Świetny, kameralny camping na farmie. Część sanitarna dużo lepiej zorganizowana niż na rasowych polach namiotowych, do tego cisza i wysoka, miękka trawa. Na plażę trochę daleko - nawet dla dorosłych nóg, ale parking w dobrej cenie, rzut beretem od mola.

Spodziewaliśmy się odpływu. Ale tego, że morze nam zwieje pod horyzont - nie. 


Blisko 4 km w jedną stronę mokrą, błotnistą plażą (a jakies 3 bez kluczenia). Jedynie Małżonek zwany Kuzynem (MzK) miał dość samozaparcia, by dobiec do linii wody. My daliśmy za wygraną gdzieś w połowie. 

Muszle (i szybki piknik na karimacie) wynagrodziły nam trudy wędrówki.
Na pożegnanie wakacji.


czwartek, 1 września 2016

Ogórek

Najpierw był odkurzony pomysł, znaleziony w odmętach internetu wieki temu (i przetestowany kilka lat wstecz). Potem było wielkie zbieranie nakrętek i kartonów po sokach. Parę słomek, trochę patyczków do szaszłyków, a w ramach pójścia na łatwiznę - klej na gorąco. No i kilka kartek papieru.

I już można tworzyć. Zabawa zajęła nam prawie dwa dni. Starszaki nawet się zaangażowały w pomaganie. I powstały:


kto zgadnie?
Ogórek (w wersji przyjmijmy hipi), karetka i straż pożarna (najbardziej oszczędna w wyrazie).

Mają "migały" - pomysł Potomka, błyszczące szyby i jeżdżą naprawdę nieźle. No i drewniane ośki wpuszczone w słomki przyklejone do podwozia. Wyszło całkiem fajnie.


Dobrej nocy