wtorek, 22 sierpnia 2017

Roczek

Bez dwóch dni. Blog dorobił się okrągłego zera komentarzy. To trzeba umieć, prawda?
No i jak. Bawić się w to dalej, czy nie?

wtorek, 8 sierpnia 2017

Historia pewnego tabletu cz.2

Tablet dalej wykonywał swoja zwykłą pracę. Może czasem pajęczynka przeszkadzała w czytaniu. Aż pewnego dnia...

Na obiad miały być zupełnie dla odmiany frytki. Z piekarnika. Po załadowaniu tychże na blachę Matka poszła poszperach trochę w archiwach filmowych o historii nieznanej jej wcześniej. Minutnika nie nastawiła, o frytkach zapomniała.

W pewnym momencie nos się zbuntował, a Matka z szaleństwem w oku rzuciła się ratowac zawartość piekarnika.

I wtedy go dostrzegła. Nie był rozgrzany do białości. Ani nawet do czerwoności. W ogóle nie zmienił koloru. Choć rozgrzany był zdecydowanie. Stał samotny, oparty kątem o ścianę, a strumień gorąca buchał mu na obudowę gdzieś tak od pół godziny. Wydawał ODGŁOSY.

Dochodził do siebie na dworze. Chyba nawet kropiło. Gdy przestał grozić wybuchem baterii, trafił pod kroplówkę z elektronami. Pił łapczywie i długo spał. Oczko mu zaśniedziało i już nie mógł robić fotek. Ale... działał. Choć trochę zwolnił, jak na weterana przystało, rehabilitacja nie była mu potrzebna.

Parę dni temu zaliczył kąpiel - jednym głośnikiem (przemilczmy jednak szczegóły tej kompromityującej sprawy). Teraz trochę trzeszczy i - chyba to już nikogo nie zdziwi - DZIAŁA.

sobota, 5 sierpnia 2017

Historia pewnego tabletu cz.1

Nie tak dawno temu, za wcale nie tak wielką wodą - no dobra, może i za kilkoma górami - w pewnym mieście żył pewien tablet.

Mieszkał w gwarnym miejscu. Nieraz martwiał ze strachu, gdy ktoś przebiegał tuż koło jego ramki - tupot małych stóp przyprawiał o drżenie procesora.

Czasem cyknął fotkę, wystukał wiadomość, puścił trochę pikseli lub decybeli. Częściej jednak szperał po internetach. Czasem małe stopy zwijały go Tacie po kryjomu, by przenieść się w świat kreskówek lub marzeń. Czuł się potrzebny i bardzo użyteczny. Bardziej niż pewna lokomotywa z pewnej bajki.

Przenieśmy się w czasie...

Tata śpi. Siostra śpi. Kornik nie. I się nudzi. Skrada się... cap... wdrapuje na pięterko do łóżka (...) zasypia... (...) Łup!!! Matka podskakuje w kuchni. Nasłuchuje... Nikt nie płacze. OK, czyli żadne dziecię nie zleciało z łóżka. Pewnie jakaś książka. Można wrócić do pomywania.

Przenieśmy się w czasie...

Matka przypomina sobie o spadniętej książce. Z jednym okiem na zapałce (drugie nie chciało się już odkleić) z gracją motyla zakrada się do pokoju Starszaków. Jest książka. Jakaś srebna. Trybki kliknęły. Przecież nie mamy takiej książki! Matka na bezdechu podnosi tablet. Pajęczynka zbitej szyby, zgnieciony róg... Darujmy sobie opis poranka. Pozostawmy tylko wspomnienie tabletu leżącego na komodzie, w ciemnym pokoju, poobklejanego kolorowymi karteczkami w stylu "Uspokój się" czy "Nie budź go"...

Przenieśmy się w czasie...

Działa! Niemożliwe, a jednak. Z ekranem na temblaku, z obklejonym taśmą rogiem. Działa. Jako że jest to opowieść o tablecie, pominiemy argumenty jakich użył Kornik w obronie własnej (to nie ja!?).


środa, 2 sierpnia 2017

Z potrzeby chwili

Po łazienkowym dywaniku zostało trochę włóczki. A był mi potrzebny pokrowiec na "mały komputerek". Świetnie się złożyło, prawda?

Projekt powstawał w trakcie robienia. Wzór szybki, łatwy i przyjemny.