sobota, 31 grudnia 2016

Sylwestrowo

W gąszczu syropów, z garścią tabletek i termometrem pod pachą. To główne wspomnienia z tegorocznych Świąt - na szczęście tylko moje. A pogoda była taka śliczna...

To w ogóle był dziwny rok. Zdarzyło się wiele rzeczy takich sobie. Począwszy od błahych - jak kradzież motoru, po takie zmieniające człowieka na zawsze i pozostawiające po sobie pustkę.

Na szczęście jednak więcej było pozytywnych spraw. Rzeczy wesołych, fajnych i naprawdę super, pozytywnych.

I niech tak zostanie, niech upływający rok zostanie zapamiętany jako całkiem niezły, a nadchodzący będzie jeszcze lepszy.

Czego również i Wam życzę.

Tymotka

piątek, 23 grudnia 2016

Świątecznie

Jutro Wigilia...

Pachnie piernikiem, światełka migocą na choince. Starszaki podekscytowane, spać się nie wybierają. Deszcz przeciska się przez okno w kuchni, wiatr hula w kominie...

Łapiemy chwile. Jest pięknie.

Wielu takich magicznych chwil dla Was, w te Święta i w Nowym Roku.


Tymotka


czwartek, 22 grudnia 2016

Wieczorową porą

Czasem wychodzimy sobie na spacer po zmroku.

Oglądamy dekoracje w oknach i na frontach domów.


Nawet jeśli o gustach sie nie dyskutuje, to w nocy nawet najbardziej kosmiczne dekoracje wyglądają całkiem znośnie - szczególnie na zdjęciach.

Dzieciaki to uwielbiają, choć Biedronka najpewniej się czuje z latarką w ręku. 

środa, 21 grudnia 2016

Ponuractwo

Wybraliśmy się na wycieczkę. Pogoda nie była idealna, ale nas "nosiło". Jako, ze większość z nas też czuła się tak sobie, wybraliśmy błotna trasę nizinną.

Chociaż przez chwilę, patrząc na otaczające nas szczyty wzgórz (bardzo niewyraźne, pochmurne szczyty, dlatego zdjęć brak) zamarzyła nam się wspinaczka (to co że katar, kaszel i co tam jeszcze). Jednak z racji błota po kostki (patrząc na spodnie Potomka to nawet po kolana) i braku sprzętowego u MzK (pionierki po 9 latach wyzionęły ducha) porzuciliśmy jednak te myśli i skupiliśmy się na łazęgowaniu po pastwiskach.


I miasteczku. Przystrojonym świątecznie, rozświetlającym się powoli popołudniową porą.


Takie domki zawsze mnie urzekają, nawet gdy szarość dookoła nie wychodzą źle na zdjęciach.


Bardzo chciałam zobaczyć to miasteczko w wersji świątecznej. Jest niesamowicie urokliwe. Byliśmy tam już kilka razy, a ciągle odkrywamy nowe zakątki.
Gdy odkurzę archiwum i nadciągnie nostalgia, zabiorę Was na spacer po okolicy w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody.



piątek, 16 grudnia 2016

Coraz bliżej Święta...

Już tylko tydzień do Świąt. Kiedy to zleciało? Dzieci  coraz bardziej podekscytowane - przed nimi ostatni szkolny dzień, a potem całe dwa tygodni wakacji.

W tym roku choinka pojawiła sie u nas wyjątkowo wcześnie - za sprawą kiermaszu szkolnego. MzK zakupił takie maleństwo, żeby zaprezentować dziergotki. Więc od tygodnia stoi na stole i nikt nie ma ochoty się z nią rozstawać.
Stoi taka golusieńka, w samych światełkach tylko, chyba ją wreszcie ubierzemy. Ciekawe jak przeżyje naloty Kurczaka - chociaż najmniejsza już się dowiedziała, że świerki są kłujące nie tylko z nazwy.


Tutaj w toalecie z pozostałych kiermaszowych gwiazdek.

Starałam się trafić w jak najwięcej gustów, stąd taki kolorowy misz masz. W tym roku ponoć najpopularniejszy róż... I choć o zmroku prezentuje się nawet ładnie, to raczej tak nie zostanie. Jutro wyciągnę nasze ozdoby i starsazki będą miały zabawę.

Co jeszcze nas wprawia w świąteczny nastrój?


Kalendarze adwentowe. Zrobiłam je 4 lata temu, a w zeszłym roku dorobiłam jeszcze dla najmłodszej (wtedy chowały się tam chrupki kukurydziane i ryżowe przegryzki). Spisują się świetnie. Każdy w innej wersji kolorystycznej. Starszaki już w listopadzie pytały, czy będą kalendarze robione przeze mnie. W każdej saszetce jest jeden cukierek. Rok temu były jeszcze zadania, czy jakieś drobnostki zamiast słodkości. W tym roku jakoś nie wyszło.

I jeszcze ostatni wypiekm -  jogurtowe ciasto ze śliwkami. Pycha


piątek, 9 grudnia 2016

Kiermasz

Szkolny kiermasz świąteczny.
Myślałam o nim już od roku, może dłużej. Wreszcie wymyśliłam. Jak nie teraz, to kiedy? Pewnie nigdy. Zamiast przygotowywać się sukcesywnie wyszło trochę na ostatnią chwilę, jeśli można nazwać ostatnią chwilą miesiac przed.
Miały być szydełkowe gwiazdki i koniec. Potem doszły dziergane choineczki (w mega ilości trzech sztuk). Potem pierniczki



 potem ciastka. Z tych przepisów: ciasteczka z rudolfem i ciasteczka balwanki.

Było trochę zabawy z lukrem królweskim - pierwszy raz z nim pracowałam i nie do końca mi się udawało. Mam nadzieję, że to tylko kwestia wprawy. Ciasteczka pofałdowały się jak karpatka :) Te z moich wypieków pozostały niedoścignionym wzorem.


A jaki był finał? Wyszło super. Naprawdę, nie myślałam, że aż tak. A jaka frajda, jak podsumowały starszaki. Frajda rosła z każdym przedanym, ciastkiem, z każdą obejrzaną gwiazką. Zostało dosłownie parę paczuszek pierniczków (pokusiłam sie o pakowanie ciastek w saszetki z folii i obwiązywanie wstążeczką - wtedy jeszcze nie wiedziałam, jakie to czasochłonne, ale tak ładnie wyglądało).

Teraz już wiem. Byłam, zobaczyłam ... i chcę jeszcze.
Kto by się spodziewał?

wtorek, 6 grudnia 2016

Mgła

Zabiorę Was do bajkowej krainy.
Choć zdjęcia robione tylko komórką w pędzie do szkoły (nie chciało mi się wracać po aparat, a trzeba było jeszcze zahaczyć o przychodnię - jestem na siebie zła za tego lenia), to wydaje się, że wyszły całkiem malowniczo. Popatrzcie


Po wejściu do parku otuliła nas mgła. Pobliskie drzewa ledwie się wyłaniały. Mgła wirowała, gdzieniegdzie prześwitywało niebo.


Zmrożona trawa chrzęściła pod stopami.


Chwilę później zaczęły przebijać się pierwsze promienie jutrzenki. Zaróżowiło trochę obłoki.


Tuż pod szkołą wyłoniło się wreszcie słońce;.Wielkie i blade, wyglądało jak księżyc, który wstał o świcie cierpiąc na bezsenność.


Powrotną drogą mgła zaczęła opadać w doliny (by po paru godzinach znów się podnieść), odsłaniając wzgórza zamykające horyzont.

I jeszcze na koniec pięknie oszroniona dzika róża, nada troche kolorytu tym mglistym bladościom.


sobota, 3 grudnia 2016

Technicznie

Tym razem prosze o pomoc.
Czy wiecie, jak zaimportowac poprawnie obrazek na bloga? Bo widzę, że zamiast banerku z Robótki 2016 wyskakuje puste pole. Czy tylko tak u mnie, czy u Was też? Próbowałam dwa razy i ciągle to samo. Macie jakieś pomysły, co robię źle?
P.S.
Nie zapomnijcie o Robótce. Link powyżej ↑

środa, 30 listopada 2016

Namiastka zimy

Wybraliśmy się do lasu, żeby dogonić resztkę szronu, która pozostala po wczesniejszych -4 . Nie było.

Najpierw przywitały nas takie widoki:


Potem było już tylko lepiej. Wyposażeni w porządną dawkę witaminy D natknęliśmy się na poidło dla koni z kruchą skorupką.


I wreszcie oszronioną połać w cieniu ostrokrzewów, gdzie mogliśmy kontemplować kryształki lodu.





sobota, 26 listopada 2016

Zdążyłam

Dzisiaj są moje urodziny
Które obchodze bez rodziny
Daleko, wysoko wśród manowców
W pokoiku na wieży hangaru dla szybowców

Zupełnie tu nieźle jest mi
Organki mi służą do gry

Na twarzy obeschły już łzy
Już warg nie zagryzam do krwi
                           
"Urodziny"
Stare Dobre Małżeństwo
słowa: Edward Stachura
muzyka: Krzysztof Myszkowski

Piosenka nie do końca prawdziwa, ale tak mi dzień cały chodziła po głowie i tytuł pasuje. I przywołuje bardzo miłe wspomnienia.

Na koniec dnia wszystkiego dobrego wszystkim dzisiejszym solenizantom.

czwartek, 24 listopada 2016

Robótka 2016




Znacie? Bierzecie udział?
To dopiero moja druga edycja, dowiedziałam się przypadkiem rok temu przeglądając internety.

Jest Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie, są Starszaki-Niegowiaki spragnione ciepłych słów. Jak tu ich nie pokochać? Akcja polega na pisaniu listów do wybrańca- czyli coś, co tygryski lubią najbardziej.
Szczegóły na stronie


Tam również każdy z mieszkańców Niegowa pokrótce opisany, co by w ciemno nie wybierać.
Zajrzyjcie, napiszcie, wyślijcie i przekażcie dalej.

niedziela, 20 listopada 2016

Kapeć

" - Gdzie jesteś?! - zawołał Lewy. (...)
Lewy szukał Prawego. Prawego nowego kapcia ze swojej pary, który leżał teraz nie wiadomo gdzie. To po prostu Grzesio rzucił je w kąt."
Kapeć
tekst Stanisława Domagalska
ilustracje Edward Lutczyn
z księgi trzeciej Poczytaj mi Mamo

Kurczak zawieruszyła gdzieś jeden kapeć. Akurat zrobiło się zimno. Katar do pasa.... A kapcia nie ma. Wydaje się, że przeszukałam wszystkie skrytki, nawet dwa worki ze śmieciami (tak na wszelki wypadek). Zdematerializował się. No nie ma. (I tak już od tygodnia przeszło.)

Choć zapewne liczba skrytek w domu jest niewyczerpana (ostatnio znalazłam garnuszek do mleka w biurku Potomka) i być może kapeć gdzieś siedzi i sie cieszy,  ten katar i kaszel paskudny zmobilizowały mnie do stworzenia szydełkowych kapci. Wzór trochę kombinowany, trochę z książki. Włóczka z resztek wygrzebana, akrylowa, podeszwa podszyta antypoślizgową łatką ze sztucznej skóry. Tak się prezentują na modelce.


Niestety okazało się że po pierwszej fali zachwytu Kurczak bezproblemowo radzi sobie z ich ściąganiem. Właściwie to najchętniej biegałaby na bosaka.

Swoją drogą nasz Kurczaczek wyrasta ze swojego przezwania. Włoski podrosły i nie ma już sterczących piórek, a i główką już nie kręci jak pisklak. Jedynie "a-ko-ko" zostało. Co będzie następne?

Edit
Kapeć się znalazł prawie 2 tygodnie później. Leżał na dnie pudła duplaków w pokoju starszaków. Nie miał prawa tam zawędrować. Nie wnikam.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Hura

Udało się. Szkolna spódniczka dla Biedronki gotowa.
Kto by pomyślał jeszcze kilka lat temu, że z takim zapałem będę dziergać tę część garderoby. Przez chwilę zaświtała mi nawet myśl, żeby sobie też taką wyszydełkować. Na szczęście zgasła jeszcze szybciej zduszona hipotetycznym nakładem pracy.


Bardzo spodobało mi się używanie przyciemnionej winiety - wspaniale tuszuje plamy po tłustych paluszkach na narzucie.

niedziela, 13 listopada 2016

Na śpiąco

Cały tydzień upłynął od ostatniego wpisu.
Nie to, żeby się nic nie działo, ale gdy wreszcie dziatki zasną, moje postanowienie napisania ładnego postu nagminnie chowa się pod kołdrę i skutecznie wzywa do krainy Morfeusza. W takich warunkach sklecenie rozsądnego zdania jest nielada wyzwaniem ;)
Ostatnio mogą mnie chyba usprawiedliwić zarwane noce z zakatarzonym i kaszlącym kurczakiem w roli głównej.
Nie jest lekko, ale coś tam się tworzy.


poniedziałek, 7 listopada 2016

Rutyna

Babcia Be wyjechała. Zrobiło się pusto...

Już po dwóch dniach rutyna zaczęła wyłazić z kątów.
Ale to dobrze. Robienie codziennie czegoś nowego, życie na 100% potrafi porządnie wymęczyć.
Zapewne jednak już niedługo, gdy porządnie odpoczniemy, zatęsknimy.


Wszystkiego dobrego Mamo.

sobota, 5 listopada 2016

czwartek, 27 października 2016

Z dynią w tle

Zaprosiliśmy wróżki do domu. Ale jakieś nieśmiałe są. Nawet okna otworzyć nie chcą.


Inne stworzonka za to bardziej towarzyskie. Ciągle się plączą pod nogami...


Albo - jak w przypadku tej liszki - między liśćmi parapetowych prymulek.


czwartek, 20 października 2016

Coś pięknego

Czasem chodzimy do biblioteki. Posiedzieć, pooglądać. Po prostu pobyć. Jeszcze nigdy nie udało nam się wyjść bez książek. Wydawało się, że dział dziecięcy mamy przeczytany wzdłuż i wszerz. A jednak znowu coś znalazłyśmy z Biedronką.

Książka cieniutka, mało tekstu, taka na jeden wieczór. Ale ilustracje.... Mogę przeglądać w nieskończoność. Ta ekspresja, mnogość szczegółów, kolory...


Jest miejsce i na spękane ściany i na bałagan. Taka bynajmniej nie-zwykła codzienność.
Obrazy mogą wywołują pewien niepokój. Samotność, zagubienie, strach... Dlatego książka jest polecana dla dzieci 4+.


Opowiada odwadze i konfrontacji. Pokazuje, jak wielkie oczy (a czasem i nos) ma strach. 


Oczywiście cała historia kończy się pozytywnie, a największą bohaterką okazuje się mała dziewczynka.
Bardzo polecamy i czekamy na polskie wydanie.



"Black Dog" Levi Pinfold
wyd. Templar Publishing

piątek, 14 października 2016

Na złoto

Wczoraj wyszło jakoś tak pochmurnie, mimo kolorowych pomponów i kwiatuszków.
Dlatego dziś trzeba wrócić do innego oblicza jesieni.

Do łagodnego światła prześwitującego smugami przez złocisto-zielone liście dębu. Bez brzęczących owadów i świergotu ptaków. Tylko cisza i tańczący w powietrzu kurz.

Do czerwieniejących klonów, które nawet w chłodne, deszczowe poranki wyglądają ogniście i zawsze podnoszą poziom endorfin.

Do łanów brązowiejących paproci, do kropelek wody na pajęczynach, do malutkich, fioletowych astrów. Do tych trochę większych, purpurowych, pachnących obłędnie.

Do jasnozielonych kulek kasztanów jadalnych, z daleka wyglądających wyjątkowo puchato.

Do błyszczących, brązowych główek kasztanków, wychylających sie nieśmiało z pękniętych skorupek.

Chyba się zakochałam... W jesieni.


czwartek, 13 października 2016

Czapkowo

Jakoś za oknem tak deszczowo, chłodno... Jesień nas dopadła.
Skradała się po cichu już od sierpnia. Ale kto by tam zwracał uwagę na opadające liście, brązowiejące drzewa, czy mgliste poranki, gdy kręcił nas wyż.

Jednak w końcu przyszedł czas wietrzenia szaf w poszukiwaniu czapek. I wiecie co? Kto by pomyślał, że tyle się ich zrobiło.





A na horyzoncie tworzy się kolejna. Równie chmurna jak pogoda za oknem.





niedziela, 9 października 2016

Zwyczajny obiad

Oto jak się kończy gotowanie z dziećmi:


Dla niewtajemniczonych - gwiazdkowe i kocie kotlety mielone. Biedronka zaangażowała się osobiście i nie chciała nikogo dopuścić do stołu.
Były jeszcze serduszka i nietoperz.

Smacznego

P.S.
W piekarniku dochodzą już bochny pszennego chleba z porem, na żytnim zakwasie. A na kratce studzi się już tylko połowa ciasta z bakaliami. Taki dziś kuchenny post wyszedł.

środa, 5 października 2016

Arachnofobia

Nawet jeśli jej nie masz, szanowny Czytelniku, możesz łatwo jej się nabawić. Wystarczy, że spojrzysz takiemu osobnikowi prosto w oczy. Na przykład takie:



Tak duże, że przydałaby się korekcja czerwonych oczu. Choć może w tym przypadku powinno się mówić o korekcji oczu białych.

Albo gdy w środku nocy koło twej gołej stopy smyrnie taki "miły" pajęczak:




A potem człowiek wraca do łóżka i ma wrażenie, że coś mu łazi po nogach pod kołdrą...

niedziela, 2 października 2016

Kasztanowo

Wczoraj pobiegliśmy do parku. Nie zniechęciła nas nawet pochmurna, wietrzna pogoda. Po dwóch godzinach byliśmy z powrotem. Trochę zmęczeni.
Wysypaliśmy skarby na stół. Kurczak siedziała grzecznie i nie przeszkadzała, a starszaki tworzyły.
Takie cudo-stwory:

Kot, koń, pies i lis.
Kasztaniak i ośmiornica.
Kosmita w marsjańskim pojeździe.
Koza w szaliku.
Kasztanowe bobasy.


Ostatnie kasztanowe dzidziusie powstały na podstawie tutorialu diy-miniature-baby ze świetnej stronki http://krokotak.com/. Zajrzyjcie tam koniecznie. Prawdziwy wór pomysłów.