Chociaż przez chwilę, patrząc na otaczające nas szczyty wzgórz (bardzo niewyraźne, pochmurne szczyty, dlatego zdjęć brak) zamarzyła nam się wspinaczka (to co że katar, kaszel i co tam jeszcze). Jednak z racji błota po kostki (patrząc na spodnie Potomka to nawet po kolana) i braku sprzętowego u MzK (pionierki po 9 latach wyzionęły ducha) porzuciliśmy jednak te myśli i skupiliśmy się na łazęgowaniu po pastwiskach.
I miasteczku. Przystrojonym świątecznie, rozświetlającym się powoli popołudniową porą.
Takie domki zawsze mnie urzekają, nawet gdy szarość dookoła nie wychodzą źle na zdjęciach.
Bardzo chciałam zobaczyć to miasteczko w wersji świątecznej. Jest niesamowicie urokliwe. Byliśmy tam już kilka razy, a ciągle odkrywamy nowe zakątki.
Gdy odkurzę archiwum i nadciągnie nostalgia, zabiorę Was na spacer po okolicy w bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz