Prawie 4 lata temu kupiłam szydełkowa gazetkę. Jeden wzór, który mnie urzekł wreszcie doczekał się realizacji. Oczywiście troche go zmodyfikowałam do naszych potrzeb. Inna włóczka, delikatnie zmienione colory, inny rozmiar, a ostatnie okrążenia to już zupełna "wolnoamerykanka".
Przedstawiam nasz dywanik łazienkowy. Wreszcie.
Po 100 g akrylu z nylonem z kolorze marchewki, jasnej zieleni i "petrol".
A wczoraj było małe święto. Torcik też wyszedł malutki, choć wysoki. I o dziwo - zniknął cały.
W zamyśle miał przedstawiać koło rowerowe (bananowo-czekoladowe).
poniedziałek, 31 lipca 2017
poniedziałek, 24 lipca 2017
Morsko
Można powiedzieć, że to już nasze miejsce. Nawet na polu namiotowym parkujemy chyba przy tym samym słupku. Jako "niezelektryfikowani" (takie fajne słowo - nieprawdaż?) nie mamy praktycznie konkurencji. Pod względem gabarytów też bijemy wszystkich na głowę. Nawet liczba i wiek dzieci często rzucają się w oczy. Aż dziwne, że nie lubimy być w centrum uwagi, prawda?
Po prostu zbieramy się po śniadaniu (bynajmniej nie rano) i wracamy gdy wygania nas przypływ. Potem "szybki" (przy turystycznym palniczku ugotowanie 5-ciu porcji gnochi, podgrzaniu dwóch puszek klopsików i puszki fasolki zajmuje trochę czasu) obiad i znów bieg po klifie. Bo skarby, bo fale, bo zawsze coś ciekawego. Np. bardzo głodna gąsienica w paski (za chwilę zaroi się od małych motylków z czerwonymi plamkami)
Kilometr w jedną, naście metrów w dół, trochę w lewo, trochę w prawo, potem tyleż do góry po glinie i kilometr w drugą. Ciepła herbata, kanapki, kąpiel (rzecz najwspanialsza dla Kornika- kabina prysznicowa z gorącą wodą), ganianie w piżamie po trawie, gra w gumę czy piłkę, robótki ręczne, naklejki, książki - wieczór rozciąga się dużo bardziej niż zwykła gumka. Ciepły śpiwór, śmiechy, Kurczak trochę marudzi, szepty - a tu ciągle jasno, deszcz dudniący o tropik.... Nasza muzyka...
niedziela, 23 lipca 2017
Wakacje
Pogoda na razie nas nie rozpieszcza. Nie jest źle, ale jednak ta codzienna porcja deszczu jest taka mało wakacyjna. A nasz zbiornik retencyjny w ogrodzie niedługo zacznie wylewać.
(Tu jeszcze zdjęcie z roku szkolnego, gdy kupno basenu było jak najbardziej uzasadnione.)
Jednak nie oglądając się na niuanse metoorologiczne postanowiliśmy zacząć summer holiday z przytupem. Co prawda z powodu przemęczenia materiału (czytaj rodziców) liczba nocy pod namiotem skurczyła się z trzech do jednej, ale za to z tych dwóch dni więcej wycisnąć się już chyba nie dało, o czym następnym razem. Tymczasem zmęczenie materiału po przerwie wróciło do normy.
czwartek, 20 lipca 2017
Koniec roku
Tak, tak, to dziś. W naszej szkole przynajmniej. Wreszcie. Upragniony, wyczekiwany. Koniec wstawania po szóstej, koniec ściągania półprzytomnej ferajny po schodach, koniec nagabywania ciągle półprzytomnej drobnicy "zjedz kaszkę/owsiankę/płatki/kanapkę", "wypij mleko/kakao/herbatę", "ubierz się/umyj zęby/włóż buty/gdzie masz sztormiak/odwrotnie/nie ta noga", "POSPIESZ SIĘ!", "wychodzimy". Koniec.
Jeszcze się cieszę, jeszcze przed nami 6 tygodni wolnych od szkolnej rutyny, jeszcze mam taaaakie plany. I tylko czasem się zastanawiam. Kiedy zacznę tęsknić. Do pustego domu. Do ciszy dzwoniącej w uszach :)
Na razie... Wczoraj zakończyliśmy wielki projekt pt. "prezent dla nauczyciela".
To tylko część prac, reszta się nie zmieściła. Każda z pań dostała ręcznie robioną bułę [(w kształcie kwiatka - tylko Kornik sie wyłamał i zrobił bułę w kształcie buły) nawet Kurczak z wielką werwą zagniatała, wałkowała, wycinała kółka i kleiła wodą], kwiatek - czy to na kartce, czy z bibułki, czy mały bukiecik pachnącej lawendy, szydełkowego motylka i kartkę z życzeniami.
Sądząc po uśmiechach chyba się podobało. A zdecydowanie te nasze spartańskie handmade robótki rzucały się w oczy w zalewie błyszczących, kolorowych, pięknych - ale jednak kupnych rzeczy.
Jeszcze się cieszę, jeszcze przed nami 6 tygodni wolnych od szkolnej rutyny, jeszcze mam taaaakie plany. I tylko czasem się zastanawiam. Kiedy zacznę tęsknić. Do pustego domu. Do ciszy dzwoniącej w uszach :)
Na razie... Wczoraj zakończyliśmy wielki projekt pt. "prezent dla nauczyciela".
To tylko część prac, reszta się nie zmieściła. Każda z pań dostała ręcznie robioną bułę [(w kształcie kwiatka - tylko Kornik sie wyłamał i zrobił bułę w kształcie buły) nawet Kurczak z wielką werwą zagniatała, wałkowała, wycinała kółka i kleiła wodą], kwiatek - czy to na kartce, czy z bibułki, czy mały bukiecik pachnącej lawendy, szydełkowego motylka i kartkę z życzeniami.
Sądząc po uśmiechach chyba się podobało. A zdecydowanie te nasze spartańskie handmade robótki rzucały się w oczy w zalewie błyszczących, kolorowych, pięknych - ale jednak kupnych rzeczy.
poniedziałek, 17 lipca 2017
Przytulanka
Dawno, dawno temu, w zupełnie innym świecie, pewna mała dziewczynka bardzo lubiła przytulać sie do pieluszek tetrowych. Wszystkie misie i pieski mogły się schować. Matka pomyślała wtedy, żeby nadać jakiś kształt temu smętnemu skrawkowi materiału. Tak narodził się królik - pierwsza naprawdę przytulana maskotka Biedronki. Pewnego dnia wiek zdetronizował królika (potem pojawił się miś, ale to już zupełnie inna historia). Przytulas trafił do pudełka pełnego wspomnień. Jest bardzo zmęczony, więc odmówił pozowania do zdjęć.
I choć królik sam w sobie spadł na samo dno w hierarchi zabawek, tak pudełko jest często otwierane i wspomnienia wręcz sie z niego wylewają. Podczas jednej z takich wspomnieniowych sesji Biedronki, inna mała dziewczynka - Kurczak zobaczyła królika. I przepadła. W kąt poszedł Papa (tu) i inne maskoty. Kurczak śpi z królikiem i koniec. Żeby uratować zwierzę od losu tragicznego i otrzeć łzy Biedronce, Matka wybrała najmniej wskazującą na spożycie tetrę (czy już wspominałam, że pewna mała dziewczynka bardzo lubi się przytulać do pieluszek tetrowych? I bynajmniej nie jest to czas przeszły dokonany) i spróbowała podrobić królika.
Podróba się oczywiście nie udała. Zmieniły się trochę umiejętności szyciowe, mięsistość tetry i przydasie. Nie zmieniła się miłość dziewczynki do tetrowego przyjaciela.
A co z królikiem?, zapytacie.
Królik przeżywa drugą młodość na poduszce Biedronki.
I choć królik sam w sobie spadł na samo dno w hierarchi zabawek, tak pudełko jest często otwierane i wspomnienia wręcz sie z niego wylewają. Podczas jednej z takich wspomnieniowych sesji Biedronki, inna mała dziewczynka - Kurczak zobaczyła królika. I przepadła. W kąt poszedł Papa (tu) i inne maskoty. Kurczak śpi z królikiem i koniec. Żeby uratować zwierzę od losu tragicznego i otrzeć łzy Biedronce, Matka wybrała najmniej wskazującą na spożycie tetrę (czy już wspominałam, że pewna mała dziewczynka bardzo lubi się przytulać do pieluszek tetrowych? I bynajmniej nie jest to czas przeszły dokonany) i spróbowała podrobić królika.
Podróba się oczywiście nie udała. Zmieniły się trochę umiejętności szyciowe, mięsistość tetry i przydasie. Nie zmieniła się miłość dziewczynki do tetrowego przyjaciela.
A co z królikiem?, zapytacie.
Królik przeżywa drugą młodość na poduszce Biedronki.
wtorek, 11 lipca 2017
Bzyczek
Parę tygodni temu, gdy wszystko jeszcze pięknie kwitło wybrałam się do ogródka z aparatem.
Było ciepło, zakwitła mała różyczka
Tuż obok pachnące skrawki nieba
Podeszłam bliżej....
I jeszcze trochę bliżej...
Trąciłam skrzydełka obiektywem... Odleciał.
Było ciepło, zakwitła mała różyczka
Tuż obok pachnące skrawki nieba
Podeszłam bliżej....
I jeszcze trochę bliżej...
Trąciłam skrzydełka obiektywem... Odleciał.
poniedziałek, 10 lipca 2017
Spontaniczna wycieczka
Dla takiego widoku warto pomęczyć się z wielką trójką, posłuchac płaczu, narzekań itp. przy ubieraniu. Z 5 razy się wkurzyć, ze dwa być na granicy zrezygnowania.
Ale warto.
Dolina Denwert wieczorem.
Ale warto.
Dolina Denwert wieczorem.
wtorek, 4 lipca 2017
Mniam
Kto ma ochotę? Zawijasy z ciasta francuskiego na słono.
Podsmażamy boczek z cebulą, rozsypujemy na jednej płachcie ciasta, obsypujemy startym serem, doprawiamy czym kto lubi, przykrywamy drugą płachtą ciasta. Kroimy paski wąskie/cienkie - w zależności od naszych upodobań, skręcamy od niechcenia i układamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Pieczemy w 170 stopniach do zbrązowienia. Pyszne, proste, szybkie.
Można się nawet jaszczura dopatrzeć.
A potem gotujemy cały gar zupy z czerwonej kapusty. (jak już się nam uda oderwać wzrok od psychodelicznych wzorków)
Podsmażamy boczek z cebulą, rozsypujemy na jednej płachcie ciasta, obsypujemy startym serem, doprawiamy czym kto lubi, przykrywamy drugą płachtą ciasta. Kroimy paski wąskie/cienkie - w zależności od naszych upodobań, skręcamy od niechcenia i układamy na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Pieczemy w 170 stopniach do zbrązowienia. Pyszne, proste, szybkie.
Można się nawet jaszczura dopatrzeć.
A potem gotujemy cały gar zupy z czerwonej kapusty. (jak już się nam uda oderwać wzrok od psychodelicznych wzorków)
poniedziałek, 3 lipca 2017
Gitara
Tak scenka. Kurczak biega po podwórku z kijem od miotły udającym gitarę, a my usiłujemy nie oberwać "gryfem".
Cóż robić. Trzeba było załatwić Kurczakowi gitarę z prawdziwego zdarzenia. I to zanim ktoś oberwie miotłą.
Stare etui na tablicę z grubego filcu, szczebelek z dziecinnego łóżeczka, mocne nici, kilka śrubek, trochę włóczki. Godzina zabawy... i... Tadam
Gitara jak się patrzy. A ile radości. Z każdej strony.
Cóż robić. Trzeba było załatwić Kurczakowi gitarę z prawdziwego zdarzenia. I to zanim ktoś oberwie miotłą.
Stare etui na tablicę z grubego filcu, szczebelek z dziecinnego łóżeczka, mocne nici, kilka śrubek, trochę włóczki. Godzina zabawy... i... Tadam
Gitara jak się patrzy. A ile radości. Z każdej strony.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
