czwartek, 20 lipca 2017

Koniec roku

Tak, tak, to dziś. W naszej szkole przynajmniej. Wreszcie. Upragniony, wyczekiwany. Koniec wstawania po szóstej, koniec ściągania półprzytomnej ferajny po schodach, koniec nagabywania ciągle półprzytomnej drobnicy "zjedz kaszkę/owsiankę/płatki/kanapkę", "wypij mleko/kakao/herbatę", "ubierz się/umyj zęby/włóż buty/gdzie masz sztormiak/odwrotnie/nie ta noga", "POSPIESZ SIĘ!", "wychodzimy". Koniec.

Jeszcze się cieszę, jeszcze przed nami 6 tygodni wolnych od szkolnej rutyny, jeszcze mam taaaakie plany. I tylko czasem się zastanawiam. Kiedy zacznę tęsknić. Do pustego domu. Do ciszy dzwoniącej w uszach :)

Na razie... Wczoraj zakończyliśmy wielki projekt pt. "prezent dla nauczyciela".


To tylko część prac, reszta się nie zmieściła. Każda z pań dostała ręcznie robioną bułę [(w kształcie kwiatka - tylko Kornik sie wyłamał i zrobił bułę w kształcie buły) nawet Kurczak z wielką werwą zagniatała, wałkowała, wycinała kółka i kleiła wodą], kwiatek - czy to na kartce, czy z bibułki, czy mały bukiecik pachnącej lawendy, szydełkowego motylka i kartkę z życzeniami.
Sądząc po uśmiechach chyba się podobało. A zdecydowanie te nasze spartańskie handmade robótki rzucały się w oczy w zalewie błyszczących, kolorowych, pięknych - ale jednak kupnych rzeczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz