Po prostu zbieramy się po śniadaniu (bynajmniej nie rano) i wracamy gdy wygania nas przypływ. Potem "szybki" (przy turystycznym palniczku ugotowanie 5-ciu porcji gnochi, podgrzaniu dwóch puszek klopsików i puszki fasolki zajmuje trochę czasu) obiad i znów bieg po klifie. Bo skarby, bo fale, bo zawsze coś ciekawego. Np. bardzo głodna gąsienica w paski (za chwilę zaroi się od małych motylków z czerwonymi plamkami)
Kilometr w jedną, naście metrów w dół, trochę w lewo, trochę w prawo, potem tyleż do góry po glinie i kilometr w drugą. Ciepła herbata, kanapki, kąpiel (rzecz najwspanialsza dla Kornika- kabina prysznicowa z gorącą wodą), ganianie w piżamie po trawie, gra w gumę czy piłkę, robótki ręczne, naklejki, książki - wieczór rozciąga się dużo bardziej niż zwykła gumka. Ciepły śpiwór, śmiechy, Kurczak trochę marudzi, szepty - a tu ciągle jasno, deszcz dudniący o tropik.... Nasza muzyka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz