Wczoraj wyszło jakoś tak pochmurnie, mimo kolorowych pomponów i kwiatuszków.
Dlatego dziś trzeba wrócić do innego oblicza jesieni.
Do łagodnego światła prześwitującego smugami przez złocisto-zielone liście dębu. Bez brzęczących owadów i świergotu ptaków. Tylko cisza i tańczący w powietrzu kurz.
Do czerwieniejących klonów, które nawet w chłodne, deszczowe poranki wyglądają ogniście i zawsze podnoszą poziom endorfin.
Do łanów brązowiejących paproci, do kropelek wody na pajęczynach, do malutkich, fioletowych astrów. Do tych trochę większych, purpurowych, pachnących obłędnie.
Do jasnozielonych kulek kasztanów jadalnych, z daleka wyglądających wyjątkowo puchato.
Do błyszczących, brązowych główek kasztanków, wychylających sie nieśmiało z pękniętych skorupek.
Chyba się zakochałam... W jesieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz