poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Czapeczka

Na początku kwietnia wybraliśmy się do lasu. Niestety Greeno Wood jest daleko na tyle, że na chwilę obecną możemy się tam dostać tylko autem, co mnie niezmiennie przygnębia. Nieraz chętnie bym się tam przeszła z dziećmi, ale 5 km do granicy lasu w jedną stronę jest na razie nie do zrobienia.

Było zimno, drzewa jeszcze gołe, choć na dole zieleniła się już młoda trawka i świeciły zawilce.


W lesie było cicho (co dziwne zważywszy, że ścieżka biegnie równolegle do drogi), a gdy wyszło słońce zrobiło się naprawdę pięknie. Powrotną drogą zatrzymaliśmy się jeszcze nieopodal parkingu, na południowym, czy też może południowo-zachodni stoku. Starszaki poszalały z piłką (następnego dnia wyciągałam Potomkowi drzazgi po jakimś spektakularnym upadku którego akurat nie widziałam), a my poszłyśmy z Kurczakiem, a właściwie ześlizgnęłyśmy się ze zbocza, obejrzeć konie. Jeden podszedł całkiem blisko.


Inne pasły się daleko w promieniach słońca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz