niedziela, 28 maja 2017

Słonecznie

Cały tydzień - rzecz niespotykana. A przynajmniej bardzo rzadko :) Cały tydzień upałów. W domu 26-28 stopni. Chomik siedzi w kącie i ruszać się nie ma zamiaru, wąż legł w wodzie i nawet jeść mu się nie chce.

Za to kwiaty w słońcu odżyły.


I - ciekawostka - ślimakom upały niestraszne, wychodzą cholery w nocy i dalej porgryzają. Trzeba im wreszcie pokazać, gdzie ich miejsce.


sobota, 27 maja 2017

Dzień za dniem...

Uciekły mi dwa tygodnie. Tak po prostu. Były w kalendarzu, ale w życiu już nie. Zniknęły. Gdyby ktoś zapytał, co porabialiśmy, nie potrafiłabym odpowiedzieć. Może z wyjątkiem jednego dnia.

Było zimno, wiatr przegajniał chmury po niebie, a my wybraliśmy się nad morze... Rzepaku:


Pachniało obłędnie. Kurczak robiła za pszczółkę i na szczęście się nie zgubiła, bo w żółtym sztormiaczku wyglądała tak:


Las kipiał bujną zielenią, gdzieniegdzie poprzetykaną niebieskością dzwonków.


Ale tym razem to rzepak skradł nasze serca


sobota, 13 maja 2017

Off

Po wyłączneniu wszelkich urządzeń z ekranem, Starszaki uruchomiają wyobraźnię. A Kurczak się podłącza. Oto kilka dzisiejszych zaimprowizowanych zabaw.

Kurczak jest za ciepła - po tym haśle Starszaki rozbiegają się z piskiem, a Kurczak z rękami wyciągniętymi ala zombi próbuje któreś dotknąć. (zabawa popularna u nas niezmiennie od kilku miesięcy)

Chiński tuńczyk - dlaczego chiński? Nikt nie wie, ale fajnie brzmi i też trzyma się na topliście całkiem długo. Starszaki są krewetkami, goni je chiński tuńczyk, czyli Kurczak, którą ma za zadanie zjeść krewetki. (co czasem bierze sobie bardzo dosłownie do serca)

I dzisiejszy hit (jeszcze bez nazwy), po którym musiałam zbierać szczękę z podłogi. Wychodząc z kuchni zobaczyłam taki obrazek: Kurczak siedzi okrakiem na brzuchu leżącej na dywanie Biedronki, ciągniętej za ręce przez Potomka. I najwyraźniej wszyscy się świetnie bawią.

A jutro znowu potrenujemy kreatywność.

środa, 10 maja 2017

Rocznica

Rok temu była ta pierwsza okrągła, najbardziej pamiętna (przynajmniej jak dotąd).  Dlaczego? Bo Potomek kończył ospę (znosił ja bynajmniej nie mężnie), a dziewczynki zaczynały. Pogoda była piękna i to było tyle pięknych rzeczy w tamtym dniu.

W tym roku pogada była mniej piękna, w placówkach edukacyjnych znowu panowała ospa, ale tym razem nas to nie dotyczyło (uf). MzK w Ten dzień i okoliczne pracował na nocki, więc był praktycznie niedostępny. Za to Starszaki stanęły na wysokości zadania i posprzątały pokój.

-Mamo, a skoro to jest ten dzień, kiedy pamiętasz o swoim balecie (!), może być taki ładny obiad, że sami będziemy sobie nakładać? - spytała Biedronka. Ładnego obiadu nie było, bo Starszaki chwilę wcześniej skutecznie podniosły mi ciśnienie , które doleciało gdzieś do księżyca.

Za to następnego dnia było ładne śniadanie. Z talerzykami, widelczykami, serwetkami i całą resztą ładnych rzeczy. W piżamach. Nawet MzK się załapał i wszyscy byli szczęśliwi.
A potem pojechaliśmy do lasu, nad rzekę. Było słonecznie i zimno.

W lesie zakwitły dzwonki i gdzieniegdzie pojawiły się niebieskie dywany kwiatów.


Strumyki trochę podeschły - już dawno nie padało tak porządnie, ciężko znaleźć choćby najmniejszy skrawek błota.


Przyroda rozbudziła się już zupełnie. W drodze towarzyszyły nam motyle, ale tylko rusałka pawik przysiadła na dłuższą chwilę by zrobić jej zdjęcie.


Tak świętować, to ja lubię ;)

piątek, 5 maja 2017

Angry

Swego czasu Potomek wpadł w uwielbienie dla Angry Birds. Z tej okazji dostał niepowtarzalny zestaw swiń i ptaków. Długo się bawił, budował zamki z klocków drewnianych i lego, tworzył maszyny oblężnicze i proce dla ptaków. Potem pojawiły się Angry Star Wars i szydełko również wykazało zrozumienie dla nowej mody.

Potomek trochę dorósł, ptaki juz tak bardzo nie są na topie, jednak te szydełkowe nie popadły tak zupełnie w zapomnienie - pewnie dlatego są takie zmęczone.

Oto moja wersja Angry Birds


Jest i Vader


Nawet król świni się znalazł

wtorek, 2 maja 2017

Ścieżka

Nie wiem, czy podobał Wam się ostatni wpis i czy chcecie dowiedzieć sie więcej o tej pięknej dolinie. ...Ale i tak opowiem jeszcze troszeczkę.

Kiedy pierwszy raz dotarliśmy do tamy Derwent dwa lata temu, nie poprzestaliśmy na leżeniu na kocyku w malowniczej scenerii, tylko zaczęliśmy penetrować okolicę. Tak natknęliśmy sie na świetną ścieżkę dydaktyczną dla najmłodszych, dosłownie rzut beretem od tamy.

Nie ma jednej właściwej drogi, ścieżki rozwidlają się, kluczą pośród drzew, a wszędzie czeka coś ciekawego. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte i patrzeć czasem wysoko w górę. Liczba atrakcji stale się zmienia. A to rozsypują się drewniane, spróchniałe grzybki, a to pojawia się wieeelki pociąg z ogromnego pnia - zmieści sie w nim spora rodzina.

Można się natknąć na przykład na nietoperza



albo lisa



Wdrapać się na sporego piżmaka (prawdopodobnie, bo akurat rzeźby nie są opisane)



albo kreta.



Można też podejrzeć co porabiają robaczki w swoim domku - żeby wymienić tylko parę ciekawostek.

Odpocząć na kamiennej ławeczce, albo rzeźbionej w drewnie, w towarzystwie wielkiego ślimola.

Bliskie spotkania z przyrodą bardziej ożywioną tez można zaliczyć.



Naprawdę polecamy.

piątek, 28 kwietnia 2017

Tama

W ostatni dzień ferii świątecznych była tak piękna pogoda, że żal byłoby jej nie wykorzystać. Dlatego dosłownie w ostatniej chwili (było już po 14, a MzK miał na 20 do pracy) wyskoczyliśmy do Peak District do Derwent Valley, a dokładniej pod tamę. O, taką

wieża wschodnia
A to druga wieża


Tama w zeszłym roku obchodziła stulecie, z tej okazji na łące postawiono stylową ławeczkę z oparciem w kształcie wież, której kiedyś nie zapomnę zrobić zdjęcia. W czasach budowy tamy powstało w okolicy miasteczko, gdzie mieszkało ponad 1000 pracowników wraz z rodzinami. Na miejsce budowy dowoził ich pociąg. Niestety po miejscowości - prócz zdjęć - nie pozostało nic.

Na północnym krańcu zbiornika jest kolejna tama, a w zachodniej wieży jest małe muzeum poświęcone roli, jaką odegrało to sztuczne jezioro w czasie II wojny światowej. W tym roku planujemy znowu rowerowa wycieczkę w tamte rejony (droga jest zamknięta dla aut), więc mam nadzieję na jakieś fajne zdjęcia w przyszłości. Rok temu było tak zimno, że nie chciało mi się wyciągać aparatu :)

Cała dolina rzeki Derwent jest bardzo malownicza.


W pobliżu centrum turystycznego jest krótka ścieżka edukacyjna w sam raz dla najmłodszych piechurów, o czym - jeśli chcecie będzie następnym razem.